Post Top Ad

1.7.15

Sombre vs. Ombre, czyli co popełniłam na swojej głowie? Efekty +recenzja Loreal Wild Ombres!





Od niepamiętnych czasów nosiło mnie żeby coś zrobić na swojej głowie - innego, wakacyjnego i letniego. Dobrze wiedziałam czego chce. Miesiące mijały, a ja dalej nic nie zrobiłam. Po tym, jak około 4 lata temu, kiedy ombre zaczęło być modne, pani fryzjerka (tutaj z małej litery z premedytacją) spaliła mi ok. 15 cm włosów, bo wydawało jej się, że wie o co mi chodzi, na dobre straciłam zaufanie do fryzjerów. Pojawiam się u nich tylko po to, by przycinać włosy o maksymalnie 2 centymetry, upewniając się wcześniej, że na pewno 'fryzjerskie' centymetry odpowiadają tym, o których ja uczyłam się w podstawówce... jak pewnie Wam wiadomo (bądź szczęśliwie nie) różnie z tym bywa.
Ostatnimi czasy, pewnie pod wpływem ciepła i pre - wakacyjnego nastroju postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce. Udałam się do drogerii i wpadł mi w oko ten oto zestaw:


Przyznam szczerze, że nie znałam wcześniej tego produktu, pewnie dlatego, że nie szukałam. Po krótkim namyśle wylądował w moim koszyku. Dopiero w domu przed komputerem, czytając opinie na wizażu dopadły mnie wątpliwości. Już miałam się rozmyślić, ale na szczęście moja siostra zadecydowała za mnie. I szczerze? Nie żałuję. Jestem MAKSYMALNIE zadowolona i wydaje mi się, że u żadnego fryzjera nie osiągnęłabym takiego efektu. Faktem jest, że farba trochę śmierdzi i jest droga. W zasadzie to trochę słabszy rozjaśniacz w ładnym pudełku. Ale u mnie włosy są super delikatnie rozjaśnione, nie zniszczone, nie plączą się, nie dzieje im się nic nowego. W koczku wyglądają super. Konkluzja jest taka, że czasami nie warto się bać i zwlekać, tylko brać sprawy w swoje ręce. Bo w końcu kto wie lepiej czego chcemy niż my sami? Ja swoje sombre już mam :)



18:01 / by / 3 Comments

Post Top Ad